Wywiad z lekarzem, który chorował
na Covid-19

 

Koronawirus wciąż nie daje za wygraną. Codziennie setki Polaków otrzymuje wynik pozytywny testu i zostaje zamkniętych w domach lub w gorszych przypadkach w szpitalach. O takiej sytuacji porozmawiamy z jednym z lekarzy, który kilka miesięcy temu dowiedział się, że jego wynik jest dodatni. Jak wyglądają procedury, jakie wygląda proces leczenia i procedury? Na te i inne pytania zgodził się odpowiedzieć nasz rozmówca. Nasz bohater nie zgodził się na ujawnienie swoich personaliów ze względu na dobro wykonywanego przez niego zawodu.

Czy wie Pan kiedy się zaraził covidem i w jakich okolicznościach?

Trudno powiedzieć. W klinice, w której pracuję codziennie stykam się z ponad 100 osobami, więc nie jestem w stanie powiedzieć od kogo się zaraziłem. Zresztą dla mnie nie ma to żadnego znaczenia.

 

Kiedy się Pan zorientował, że może to być Covid 19?

Muszę się przyznać, że pierwsze objawy były dla mnie mylące i je zbagatelizowałem. Zaczęło się od dyskomfortu fizycznego, kaszlu, podwyższonej temperatury. Myślę, że w tej sytuacji fakt, że jestem lekarzem zadziałał na moją niekorzyść bo od razu stwierdziłem, że to zwykłe przeziębienie lub wychłodzenie. Pomyślałem, że sam sobie poradzę i nawet przez myśl mi nie przeszło, że może to być koronawirus. Wziąłem na noc dawkę aspiryny i uznałem, że następnego dnia na pewno będę się już lepiej czuł. Faktycznie tak było. Niestety po kilku kolejnych dniach czułem, że objawy się nasilają. Miałem wtedy już ponad 38 stopni gorączki. Czułem się bardzo zmęczony a kaszel utrudniał mi już nawet normalne porozumiewanie się.

 

Jakie były u Pana pierwsze objawy?

Tak jak wspominałem pierwsze objawy były zupełnie niewinne. Lekki kaszel, zmęczenie, dreszcze. Zwyczajne objawy przeziębienia. Dlatego patrząc na to z perspektywy już człowieka zdrowego widzę jak bardzo ciężko zdiagnozować tego wirusa. I to nawet lekarzowi (śmiech)

corona-virus.jpg

Czy przebywał Pan w szpitalu czy w domu?

Na początku byłem w domu bo czułem się dobrze, może oprócz męczącego kaszlu. Po dwóch tygodniach objawy nasiliły się i trafiłem do szpitala jednoimiennego. Tam spędziłem kolejne 3 tygodnie, podczas których musiałem poddać się tlenoterapii, niestety było to konieczne. Na szczęście jednak nie było konieczności leczenia respiratorem. Później było już dużo lepiej ale musiałem zgodnie z procedurą być w szpitalu jeszcze tydzień aż otrzymałem podwójnie ujemny wynik. Po wyjściu ze szpitala czułem się jednak bardzo osłabiony i ze względu na taki stan mojego zdrowia zalecono mi jeszcze dwutygodniową kwarantannę domową. Te kilka tygodni sprawiło, że straciłem kilkanaście kilo na wadze. Jest to efekt kolejnego objawu jakim jest brak apetytu i tego, że nie czułem smaku. Właściwie wszystko co podano mi do jedzenia miało ten sam gorzki posmak. To bardzo nie miłe i niepokojące uczucie ,bo nawet moje ulubione potrawy przestały mi smakować. Czasami śmieje się, że koronawirus to bardzo dobra kuracja odchudzająca – oczywiście żartuję.

Jak wyglądały procedury po tym jak otrzymał Pan wynik pozytywny?

Na początku choroby byłem w domu i czułem się nieźle, dostałem zakaz opuszczania miejsca zamieszkania i sprawdzano czy jestem w domu i to były jedyne niedogodności. Trzy razy dziennie sprawdzał mnie patrol policji. Pierwszy raz przyjechali już następnego dnia po tym, jak otrzymałem pozytywny wynik. Gdy przyjeżdżali, wystarczało podejść do okna, pokazać się, że jest się w domu. Można było również porozmawiać z mundurowymi przez telefon.
Stwierdziłem, że skoro czuję się dobrze to spożytkuje wolny czas i dowiem się więcej o chorobie z którą się mierze. Próbowałem normalnie funkcjonować tylko bez wychodzenia z domu. Jestem na co dzień aktywną osobą, więc dopóki czułem się dobrze to brakowało mi możliwości wyjścia na zewnątrz czy pójścia do pracy. Jednak po tych dwóch tygodniach mój stan się pogorszył i zapadła decyzja, że muszę udać się do szpitala. Już na mnie czekano. Do budynku wszedłem przez wskazane drzwi, zamykając je za sobą. Śluza prowadziła wprost do mojej sali izolacji. Od razu pojawił się lekarz i pielęgniarka w pełnym profesjonalnym zabezpieczeniu: przyłbice, maski, kombinezony. Pobrano wymazy z jamy ustnej, krew, zostałam zbadana. Wszystko to szło bardzo sprawnie i szybko. Potem drzwi się zamknęły i od tej pory kontaktowałam się z nimi już tylko telefonicznie.  Okazało się, że bez telefonu nawet w szpitalu ciężko sobie poradzić (smiech).
Wyposażono mnie w zestaw do inhalacji, termometr i leki. Zostałam też poinstruowana co mam robić. Opieka była naprawdę troskliwa. Mimo, że jestem lekarzem i wiedziałem co i jak mam robić to pielęgniarka i tak często dzwoniła i pytała czy zrobiłem inhalacje i przyjąłem leki. Podawano je tak samo jak posiłki – zostawiając w śluzie pod drzwiami. Kiedy pracownik opuszczał śluzę musiałem otworzyć drzwi i zabrać posiłek i leki.

Czy ma Pan jakieś przemyślenia związane z tym jak zabezpieczyć szpitale, przychodnie przed wirusem?

To trudne. Przyznaje, że od początku pandemii podchodziłem do tego bardzo rygorystycznie. Wydawało mi się, że przygotowywałem swoją przychodnię jak najlepiej. Były rygory osobowe i wyposażeniowe, zainstalowaliśmy lampy bakteriobójcze, przepływowe, stosowaliśmy sprzęt jednorazowy i ozonowanie, więc podeszliśmy do tego bardzo porządnie, przy tej ilości pacjentów wirus się jakoś przedarł. Więc trudno mi powiedzieć, czy są sposoby wyeliminowania niebezpieczeństwa.
Na pewno trzeba zrobić wszystko, żeby zmniejszyć ryzyko. U nas podzieliliśmy zespół na dwie grupy, które nie mają ze sobą kontaktu. To też powoduje trudności i dla nas, i dla pacjentów.

Jest wielu ludzi, którzy nie wierzą w pandemie lub nie uważają jej za poważny problem. Co Pan jako lekarz i osoba, która przeszła tę chorobę by im powiedział?

Powiedziałbym im to co jest ważne w życiu, że trzeba zawsze myśleć czy komuś uwierzyć czy nie. Nie wierzyć w teorie nie poparte wiedzą naukową. Nie opowiadać jakichś wątpliwych teorii. I zadać sobie pytanie, czy warto prezentować postawę bagatelizowania tego wszystkiego, czy na wszelki wypadek, nawet jeśli mam racje, że nie jest to nic wielkiego, nie powinienem uszanować prawa do zdrowia i życia innych osób.
Jeżeli prawda jest taka, że wirus jest niegroźny, to nawet jak będę ostrożny, to nic się nie stanie. A niestety z mojego doświadczenia wynika, że nie jest niegroźny.
Ja wychodzę z takiego założenia, że owszem mogę zachorować, ale dlaczego ja mam stwarzać niebezpieczeństwo dla innych? Dla kogoś, kto kompletnie nie zdaje sobie sprawy, że może być podatny na ciężki przebieg choroby, czego ja doświadczyłem.
Nawet jeśli dana osoba sama nie zachoruje, może przekazać zakażenie swojej rodzinie, swojemu dziecku. Warto mieć świadomość, że niektóre osoby chorujące na COVID-19, niestety umierają. Dlaczego mają umrzeć z tego powodu, że ja podaję rękę albo nie przestrzegam żadnych zasad?

 

Jako pacjent, który wyzdrowiał i lekarz, jak Pan ocenia procedury związane z pandemia?

Jeżeli chodzi o mój przypadek to nie mogę powiedzieć złego słowa o procedurach, które zastosowano w moim przypadku. Zaczynając od policji, która sprawdzała czy jestem w domu podczas kwarantanny. Policjanci zawsze pytali czy niczego nie potrzebuje, czy mam co jeść itd. Mimo, że widzieliśmy się przez okno to rozmawiałem z nimi przez telefon. Później w szpitalu jednoimiennym to już pełen profesjonalizm. Tak jak mówiłem szpital i pracownicy byli przygotowani na mój przyjazd. Lekarz i pielęgniarki były odpowiednio ubrane i zabezpieczone. Troszczyli się o mnie każdego dnia - pytali jak się czuję sprawdzali czy zażywam leki . To było niezwykle ważne dla mojej psychiki. Po prostu wiedziałem, że jestem w dobrych rękach i że ci ludzie wiedzą co robią.
Również do sanepidu nie mogę mieć żadnych zastrzeżeń. Po otrzymaniu wyniku pozytywnego od razu pracownik stacji sanitarno - epidemiologicznej przeprowadził ze mną wywiad, żeby powiadomić osoby, które mogłem zarazić. Wyniki moich testów przychodziły właściwie po dwóch maksymalnie trzech dniach więc mając na uwadze ilość wykonywanych testów i to ile osób ich potrzebuje uważam, że działa to sprawnie.
Z drugiej strony słyszę o różnych błędach służb o których mówimy i na pewno są one prawdziwe. Jednak tam gdzie pracują ludzie błędy są nieuniknione.
W końcu wszyscy znaleźliśmy się w nowej nie znanej rzeczywistości. Mam nadzieję, że nowe procedury i zalecenia będą w przyszłości eliminowały takie sytuacje.

Już minęło trochę czasu od momentu kiedy Pan wyzdrowiał i zakończył kwarantannę. Jak się Pan teraz czuje i czy miał Pan jakieś powikłania?

Minęło już kilkanaście tygodni od ostatniego badania, które dało wynik negatywny. Niestety czuję, że moje płuca nie pracują jak przed zakażeniem. Miałem już kilka tomografii płuc. Tak jak mówiłem, jestem osobą raczej aktywną ale bezpośrednio po zachorowaniu moja sprawność i energia spadła o 50 procent. Do dzisiaj odczuwam, że nie jestem w stanie wykonać wysiłku, który nie sprawiał mi problemu kilka miesięcy wcześniej. Na tą chwilę nie dam rady pracować normalnie cały dzień w maseczce. Ciągle biorę leki, które przepisał mi pulmonolog. Widzę poprawę ale dzieje się to powoli. Mam jednak taką naturę, że zagryzam zęby i mówię sobie, że na pewno dam radę i uda mi się wrócić do formy.

Mówił Pan wcześniej, że na początku choroby chciał się jak najwięcej o niej dowiedzieć. Gdzie zatem warto szukać pewnych informacji na temat koronawirusa? Jak uchronić się przed szerzącymi się, zwłaszcza w mediach społecznościowych, teoriami spiskowymi na temat COVID-19?

Nie uchronimy się przed teoriami spiskowymi, ponieważ przedarły się one do mediów głównego nurtu, czego przykładem był kompromitujący występ jednego ze sportowców w telewizji śniadaniowej, który wprost mówił, że lekarze biorą dodatkowe pieniądze za straszenie ludzi epidemią i rozpoznawanie COVID-19. Inna znana osoba pochwaliła się w mediach, że ma dużą wiedzę na ten temat i planuje napisanie książki, przy okazji spekulując co do szkodliwości szczepionek, które nie istnieją. Zdarzali się też „eksperci” od oceniania testów w kierunku COVID-19. W sytuacji w której obecnie się znaleźliśmy lekarz nie powinni tolerować takich wypowiedzi. Takie osoby powinny być przytaczane i piętnowane w taki sposób, żeby nie pozostawić wątpliwości widzom.  Jak się uchronić przez teoriami spiskowymi na temat koronawirusa? Lekarze powinni głośno mówić, co jest bzdurą, a co nie. Wypowiedzi niektórych znanych osób, zwłaszcza celebrytów o sporych zasięgach w mediach społecznościowych, to, niestety, absurdy.
Najważniejsze w całej epidemii jest to, że nie mamy ani szczepień, ani leczenia na chorobę COVID-19. Nadal wiemy o tej chorobie naprawdę mało, dlatego że w medycynie wszystko dzieje się bardzo powoli. Co chwilę pojawiają się sprzeczne wnioski co do właściwych terapii. W związku z tym musimy zrobić wszystko, żeby jednocześnie zachorowało jak najmniej osób.

Dziękuję bardzo za udzielenie odpowiedzi.

Magazyn Zdrowie i Opieka

wrzesień / październik 2020

Kolejnym dobrym ćwiczeniem, które pozwoli spalić trochę kalorii i wzmocnić mięśnie nóg jest po prostu wchodzenie i schodzenie po schodach. Przy szybszym marszu półgodzinnym na schodach jesteśmy w stanie spalić nawet 1000 kalorii. Taka aktywność wzmacnia serce i poprawia wydolność krążeniowo-oddechową, a także kształtuje mięśnie łydek, ud, pośladków i brzucha. Ponadto pozwala spalić tkankę tłuszczową oraz pozbyć się cellulitu.
 

Jeżeli kiedyś uprawialiśmy jakiś sport albo ćwiczyliśmy to warto zejść do piwnicy, garażu czy otworzyć dawno nie otwieraną szufladę i sprawdzić, czy w nich nie kryją się stare zapomniane sprzęty do ćwiczeń. Gwarantuje wam, że duża część z was coś znajdzie. Choćby skakankę z lat młodości czy piłkę do ćwiczeń. Może się okazać, że wcale nie potrzebowaliście karnetu na siłownie żeby trochę poćwiczyć.

 

Podczas wykonywania ćwiczeń przypominamy jak zwykle, uważajcie na siebie! Wykonujcie taki wysiłek do jakiego jesteście przyzwyczajeni, tak żeby nie nabawić się kontuzji. Jeżeli mieliście dłuższą przerwę zacznijcie od lekkich ćwiczeń bez obciążeń. Po ćwiczeniach bezwzględnie umyjcie ręce i odkaźcie sprzęt, którego używaliście. Ja widzicie można spokojnie ćwiczyć bez wychodzenia z domu a żeby było ciekawie to możemy ćwiczyć z całą rodziną.